Archiwum miesięczne:Listopad, 2012

Poprawka dla tolerancji.

16 listopada to Międzynarodowy Dzień Tolerancji. Portale LGBT, które na co dzień poświęcają tolerancji wiele uwagi, dziś milczą. Nie ubolewam jednak nad tym w jakiś szczególny sposób. Obserwując nastroje panujące w środowisku LGBT dostrzegam pewne zmęczenie. Czy słowo „tolerancja” przeżywa dziś kryzys? „Nie mówcie nam, że jesteśmy nietolerancyjni, bo nas to guzik obchodzi”- tak po…



Naród nada ci orientację.

Nagle wiele szumu zrobiło się wokół Marii Konopnickiej. O tym, że była lesbijką, wiadomo od dawna (przynajmniej każdy, kto choć trochę wnikliwiej prześledzi jej życiorys odnajdzie na ten temat wiele informacji). Dla mnie oczywiście nie jest to nic nadzwyczajnego. O życiu Marii, jako lesbijki, kiedyś już pisałam, dlatego dziś nie będę się powtarzać. Jest jednak…



Smutny to dzień 11 listopada.

Smutny jest moment, w którym człowiek dochodzi do wniosku, że nie ma już własnego kraju. Posiada jedynie jakąś tam siłą nadaną przynależność, wypisaną na plastikowej tabliczce, zwanej dowodem osobistym. Może, gdyby nie ten dowód, nie wiedziałabym, czy jestem jeszcze w Polsce, czy już nie. Dzisiejsze wydarzenia są hańbą i wstydem. Przerzucanie między sobą odpowiedzialności za…



Ameryka też ma swoje mniejsze zło.

Cztery lata temu wygrana Obamy była wybuchem wielkiej euforii i radości. Dziś jest oddechem ulgi. Fajerwerków już nie ma, ale istnieje zadowolenie, bo oto zwyciężyło mniejsze zło. Partia Republikańska ma w swych szeregach dzieci Tea Party. Zbyt wielu, jak dla Ameryki, która dziś nie chce być już kojarzona z latami osiedli domków jednorodzinnych, przykładnych żon…



O Marii raz jeszcze, czyli słów kilka o całokształcie.

Polityka to twór o dwóch głowach- nieco uboższa wersja hydry, bo tylko z głową prawą i lewą. Różnica między hydrą, a polityką, polega jednak na tym, że o ile ta pierwsza, robiła wiele zamieszania, o tyle jednak- to zamieszanie nie szkodziło jej samej, bo hydra bestia zdolna- wie, że swego się nie kąsa. Coraz częściej…



Pociągi.

Co jakiś czas nadchodzi taki moment, gdy mam już dość ciepłego łóżka, prysznica i internetu. I gdy już ten moment następuje, to znak, że czas gdzieś ruszyć. Nie ma wówczas nic wspanialszego, niż pobudka o 4 nad ranem, czekanie na peronie z na wpół przymkniętymi oczami (bo kawa nie zaczęła jeszcze działać), na to, aż…




  • RSS
  • Facebook