Polski strach przed Żydem

Ciężko nam mówić o Żydach, którzy mieszkali w Polsce. Jeszcze kilka lat temu nie było o nich tak głośno w przestrzeni publicznej. Nie znaczy to oczywiście, że temat nie istniał, jednak aby spotkać się z Żydem należało interesować się kulturą żydowską. Jeździć na festiwale, chodzić do muzeów, czytać książki – zainteresowani wiedzieli gdzie szukać. Żyd nie wychodził nam na przeciw w prasie codziennej. Tymczasem kilka dni temu miałam okazję przysłuchiwać się rozmowie dwóch starszych mężczyzn: „Patrz pan, o żydach piszą. Teraz w każdej gazecie jest o żydach. Tak ich głaszczą, a potem płakać będą” na co pada odpowiedź drugiego z panów: „Potem, to przyjdzie Żyd i powie nasze kamienice, wasze ulice. O swoją historię polak nie dba, tylko o żydostwo się troszczy”. Problem w tym, że historia Polski, to w dużej mierze także historia, którą tworzyli Żydzi. Wolimy jednak nie pamiętać o ich wkładzie w walkę o wolną Polskę, gospodarkę i kulturę. Mamy, jako naród polski, tendencję do strachu na zapas…

Jako Polacy mamy trudność z przyznaniem, że nie tylko my tworzyliśmy to, co dziś nazywane jest Polską. Takie stwierdzenie umniejsza rolę polaka, na co Kowalski patriota zgodzić się nie może. Jeszcze większą trudność sprawia nam przyznanie, że jako Polacy byliśmy nie tylko sprawiedliwi i szlachetni, ale też czasem przebiegli i dbający o swój interes kosztem innych. Nie możemy wyobrazić sobie żadnego innego obrazu polaka, niż ten, w którym jeżeli strzela on w tył głowy to tylko zdrajcom i z honorem.

Nowodworce. Auta rozjeżdżają macewy

Kilka lat temu, będąc w Auschwitz słyszałam inną rozmowę: „Widzisz tych młodych Żydów. Flagi żydowskie sobie pozakładali na plecy, żeby tu pokazywać, że to oni są tu tacy biedni. Oni zawsze tylko ze swoim przewodnikiem, a cholera wie co on tam im mówi. Taki młody się nasłucha i później przyjdzie po to co nasze”. Nasze znaczy polskie. Odbudowane ciężką, polską pracą. Gruzy wojny zostały przysypane, na ich miejscach postawiono polskie budynki. Żydowskie macewy wtopiono w polskie ulice, po których dziś jeżdżą polskie samochody. Żydowskie synagogi zamieniono na polskie sklepy, w których towary polskim klientom sprzedają polscy sprzedawcy. Polski Kowalski żydowską część swego kraju zamiótł pod polski dywan, a po skończonej robocie, opierając się o miotłę powiedział „Żydzi? Tu takich nigdy nie było. Tu wszystko co widać to nasze, polskie. Dla polaków”.

„Nie oglądam TVN, bo tam sami Żydzi siedzą i trują w głowach polakom” – to kolejne słowa, które usłyszałam kilka tygodni temu. Tym razem przy kawie i cieście. Nie wiem ilu żydów pracuje w TVN, wiem natomiast ilu moich polskich znajomych tam pracuje. Kilku ich jest. Kilku nawet co niedzielę chodzi do kościoła. A kiedy pytam o konkret, ten, którego zawsze tak bardzo brakuje mi w dyskusjach toczonych w tym kraju, kiedy mówię „Ale kto? Kto jest tam Żydem? Ile osób tam ogólnie pracuje i kto z nich to Żyd? No i co robi, z jakich wypowiedzi wnosisz, że truje polskie głowy” słyszę: „Zawsze się czepiasz szczegółów. Ile, ile, a skąd ja mam wiedzieć ile tam osób pracuje. Wszyscy to żydzi! Zawsze się czepiasz, z tobą nie idzie rozmawiać normalnie… Jak o Polsce źle mówią to kto to jest, jak nie Żyd? Polak by źle nie mówił. Zresztą…. Bo z tobą rozmawiać nie idzie. Ciasto jedz!”.

W dzieciństwie straszono mnie Cyganką, która przyjdzie i zabierze do wora, albo Cyganem, który ma strzykawkę, wstrzyknie coś i też zabierze. Do wora rzecz jasna. Innych straszono czarną wołgą, bliżej niezidentyfikowaną Babą Jagą, a jedną z moich znajomych straszono Żydem. „Ale co miał Ci zrobić ten Żyd” – zapytałam. „Bo ja wiem? Jak coś niszczyłam, to babcia straszyła, żebym uważała, bo jak nie zadbam o swoje to przyjdzie ten, co to zrobi za mnie. Przyjdzie Żyd i powie, że to jego cukierniczka”. „Masz cukierniczkę?” – zapytałam – „Mam. Ale plastikową, z IKEI. Żaden Żyd się nią raczej nie zainteresuje, co najwyżej jakiś Szwed z fabryki IKEI”. O żydowskich cukierniczkach czytam w książce „Oskarżam Auschwitz”. Również o żydowskich termosach na herbatę, w której przechowywane są pieniądze. Dla nas, polaków, cukierniczka to cukierniczka – miejsce do przechowywania cukru. Dla Żyda cukierniczka, czy termos z pieniędzmi, to życie bliskiej osoby, które można wykupić… I wreszcie dla nas, polaków, Żyd z taką cukierniczką, czy termosem, to lichwiarz i dusigrosz. To ten, który dba o każą łyżeczkę ze zwykłego skąpstwa, dlatego o żydowskiej stronie Polski trzeba milczeć, żeby kamienic nie zamienić w cukierniczki.

Holokaust, który zabrał 6 milionów żydów, rzucił cień strachu nie tylko na samych żydów, również tych z drugiego pokolenia, którzy do dziś nie mogą spokojnie spać i boją się polski, bo dla nich jest to kraj, który oddycha krwią ich żydowskich przodków. Holokaust wypluł z siebie również więcej antysemityzmu, opartego na strachu i niewiedzy polaków. Boimy się żydów na zapas. Boimy się dla czujności. Boimy się powiedzieć, że i w czasie wojny byli wśród polaków antysemici. Boimy się, że jeżeli to powiemy, to przyjdą tacy, którzy nas za to rozliczą. Wolimy trwać w postawie polaka Kowalskiego: „Żydzi? Tu takich nigdy nie było. Tu wszystko co widać to nasze, polskie. Dla polaków”.