Nie(za)proszony gość.

Często w święta stroimy nie tylko choinki ale również samych siebie. Stroimy się w pozorowaną miłość, w udawaną życzliwość, w przekłamaną uprzejmość. Uśmiechamy się, jesteśmy serdeczni, grzeczni i uczynni, jednak kiedy odwiedza nas córka ze swoją partnerką zamykamy jej przed nosem drzwi, a kiedy nasz syn dzwoni i informuje, że na Wigilię chciałby przyjechać ze swoim Rafałem, Kacprem czy Tomkiem mówimy mu, że nie ma dla nich miejsca przy rodzinnym stole…

Sylwię poznałam za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych. Zgodziła się opowiedzieć mi o swoich tegorocznych świętach. Zaznacza, aby nie pisać „świętach rodzinnych” bo jak sama mówi nie ma rodziny tam, gdzie panuje wykluczenie.

Od jak dawna jesteś z M.?

To będzie…. Czekaj…. Jakieś 5 lat. Kurczę, trochę już jest, nie? Wiesz, my nie liczymy, to głupie. Jesteśmy razem i to najważniejsze. A Ty liczysz takie rzeczy?

Nie. Co prawda z A. jestem od niedawna, ale od kiedy dokładnie? Czy to ważne?

No właśnie, więc po co pytasz?

Wiąże się to z moim kolejnym pytaniem. 5 lat razem… czy przez te 5 lat M. choć raz była razem z Tobą na święta u Twojej rodziny?

A skąd! Wiesz, nie wiem czy się zgodzisz, ale wśród osób homo panuje często taka logika – pierwszy rok związku, ok to dopiero rok, więc od razu tak się na święta nie ciągnie tej osoby, zwłaszcza, jeżeli człowiek jest młody. Jest to w jakiś sposób nawet wytłumaczalne i zrozumiałe. Mój brat też od razu nie przyprowadzał na święta swojej dziewczyny, dopiero jak jej osoba stała się pewną codziennością, tylko między homo i hetero zawsze będzie różnica. Moja partnerka nigdy nie stanie się taką codziennością… No ale – pierwszy rok powiedzmy, że spędzamy te święta osobno. Idzie kolejny rok i człowiek chciałby być razem, prawda? I teraz zależy, czy jesteś po, czy przed coming outem.

Ty byłaś po?

Byłam. Zrobiłam go jeszcze zanim zaczęłam być z M. Oczywiście rodzice tego nie zaakceptowali. Zabronili mi poruszać ten temat, traktowali jakby go nie było. O odwiedzinach czy to M., czy mojej wcześniejszej dziewczyny nie było mowy.

Mimo to zdecydowałaś się zaprosić ją na święta do swojego domu?

Tak. Oznajmiłam to matce któregoś dnia na krótko przed Wigilią. Zaśmiała się i powiedziała, żebym sobie nie żartowała, że chyba nie sądzę, że pozwoli jej siedzieć z naszą rodziną przy stole.

Jak zareagowałaś?

Zapytałam, czy ona sądzi, że zmienię zdanie po tych słowach?

Co było dalej?

24 grudnia M. przyjechała do mnie samochodem. Weszłyśmy razem do domu, ojciec powiedział, żebym pożegnała się z koleżanką bo zaraz siadamy do Wigilii. Powiedziałam mu, że nie jest to moja koleżanka, że dobrze o tym wie. Na to moja matka, która właśnie niosła opłatki na stół, zapytała, czemu chcę im popsuć święta. Czaisz motyw? Niesie opłatki, no nie? Ma być za chwilę pełno miłości, serdeczności i takich tam i nagle mi mówi coś takiego.

Czemu chciałaś spędzić te święta razem z M. i Twoją rodziną przy jednym stole?

Mogłam sobie odpuścić, prawda? Powiedzieli mi, że nie chcą M. więc czego się było spodziewać. Ale czy ja mam odpuścić? Skulić ogon?

Nie myślałaś, żeby nie pojawić się na Wigilii i spędzić ten czas tylko z M.?

To jest rozwiązanie, ale to zawsze półśrodek. Godzenie się na odpychanie, spełnianie ich życzeń. Wiesz, wzięłam kurtkę, wsiadłam z M. do samochodu i pojechałyśmy do niej. Moja matka zadzwoniła na drugi dzień i powiedziała, że zniszczyłam im święta, powiedziałam, że ona zrobiła to samo mi, a więc jesteśmy kwita.

Coś się zmieniło od tamtej pory?

No coś Ty…

A tegoroczne święta? Jak będą wyglądać?

Spędzę je razem z M. Na drugi dzień zadzwoni matka i powie, że zepsułam im święta, ja powiem, że jesteśmy kwita.

Piotrek jest z Danielem od ponad 10 lat. Wspólnie wynajmują mieszkanie i wychowują 4 koty. Co drugie święta spędzają osobno. W tym czasie są u swoich rodzin, które nie akceptują ich związku. Ich rodzice nigdy się nie spotkali, żadna ze stron nie bierze na serio miłości dwóch facetów dzielących ze sobą życie. Co dwa lata każdy z nich słyszy pytania o to, kiedy wreszcie przyprowadzi na święta jakąś dziewczynę…

Wytłumacz mi logikę waszego systemu – co dwa lata spędzacie Wigilię osobno.

Zgadza się. I ja i Daniel jesteśmy osobami bardzo rodzinnymi wbrew temu, co otrzymujemy w zamian od bliskich. Moja babcia jeszcze żyje. Ona w tę Wigilię, w którą mnie nie ma w domu, pyta o mnie i płacze.

Wie o Tobie i Danielu?

Tak. Ona jedyna czasem o niego pyta.

Pyta o Daniela?

Pyta „Co u Twojego współlokatora?”

Pyta czy ma dziewczynę?

Pyta, czy ja ją mam i kiedy wreszcie przyprowadzę ją na święta do domu.

Uświadamiasz ją wtedy, że masz faceta, i że to jego mógłbyś przyprowadzić?

Babcia jest już stara. Nie zrozumiałaby.

A rodzice? Oni wiedzą, że Daniel nie jest Twoim współlokatorem, prawda?

Prawda.

Nie mogą zgodzić się na jego obecność na Wigilii z zachowaniem wersji ostrożnej przy babci?

Mówią, że nie wtrącają się do tego jak żyję, ale na święta muszę zrobić coś dla nich i zachowywać się normalnie.

Normalnie?

Normalnie to znaczy tak, jak oni sobie tego życzą. Przyjechać bez Daniela, nie mówić o Danielu. Rozmawiać o pogodzie. Jeść barszcz z uszkami i nie mówić o facetach. Odpierać pytania o dziewczyny.

Czemu się na to godzisz?

Nie chcę tracić ani Daniela, ani ich. Taki mamy układ.

A gdybyś nie przyjechał na święta? Zadzwonił i powiedział, że bez niego nie przyjedziesz? Czy wtedy woleliby zobaczyć cię z nim, w wersji ostrożnościowej dla babci?

Pewnie nie.

Pewnie? Czyli nie próbowałeś tego?

Jakieś 4 – 5 lat remu próbowałem, owszem.

I co oni na to?

Ojciec powiedział przez telefon, że ok, szanuje moją decyzję. Powie babci, że jestem przeziębiony, czy coś.

Pojechałeś?

Pojechałem.

Dlaczego?

Nie chciałem zawieść babci.

Do rodziny Daniela również nie jeździcie?

Byliśmy raz. Wtedy jego brat powiedział, że nie będzie się dzielił opłatkiem z pedałami, bo mu się rzygać chce na samą myśl.

Ale co dwa lata spędza przecież te święta z jednym pedałem?

Wtedy to on nie spędza tych świąt razem z rodziną Daniela. On też ma ten system. Właśnie przez to, że nie usiądzie do stołu z pedałem.

Więc dlaczego wtedy właśnie był? Trafił w ten sposób na dwóch pedałów.

Brat Daniela prowadzi duży biznes, ale jednocześnie jest uzależniony od hazardu. Duża kasa, hazard, to daje efekt taki, że często wpada w finansowe kłopoty. Wtedy przegrał bardzo dużo kasy. Pokłócił się z żoną i jej rodzicami. Przyszedł sam do nas. Nie wiem, czy nie wiedział, że my tam będziemy, czy było mu to pierwotnie obojętne.

Aż do momentu dzielenia się opłatkiem, czy już wcześniej robił jakiś uwagi pod Waszym adresem?

Już wcześniej. Jak wszedł to rzucił do ojca Daniela „Tata uważa na tyły”.

Jak zareagowaliście?

Zignorowaliśmy to. On ogólnie jest chamski i prosty w obyciu. Nie tylko w stosunku do nas.

A jaka był Wasza reakcja kiedy powiedział, że nie podzieli się opłatkiem z pedałami?

Daniel chciał się na niego rzucić. Oczywiście ich rozdzielono. Nikt nas nie poparł. Matka Daniela powiedziała, że od początku to nie był dobry pomysł, żebyśmy pojawiali się razem i poprosiła, żebyśmy wyszli. Przy wyjściu poprosiła też Daniela, żeby taka sytuacja się już więcej nie powtórzyła i jeżeli chce spędzać z nimi święta, to musi pojawiać się beze mnie.

Nie macie wrażenia, że ten system uwłacza Waszej godności?

I to bardzo, tylko widzisz – oni nas nie tolerują, ale my i tak ich kochamy.

A gdybyście to Wy zrobili Wigilię i zaprosili ich do siebie?

Nie przyjechaliby.

10615541_362816217233176_2269138679834371732_n

Dominika od 3 lat jest w stałym związki. Swoją partnerkę poznała na imprezie u znajomych.  Co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia otrzymuje kartkę z życzeniami od swoich rodziców. Co roku piszą, że modlą się o jej nawrócenie i proszą, aby pojawiła się na święta wtedy, kiedy będzie zdolna przeciwstawić się grzechowi, który ją opętał.

Od 3 lat nie widziałaś się z własnymi rodzicami?

Od 4. Z Doro jestem od 3 lat, ale rodzice wiedzą o mnie od 4. Była wielka awantura, były egzorcyzmy…

Egzorcyzmy?!

Tak. Ojciec przyprowadził jakiegoś księdza, jego kolegę. Ten stał nade mną z Biblią i się modlił. Zapytasz pewnie czemu stamtąd nie spieprzyłam, to od razu odpowiem – siedziałam tam, bo byłam ciekawa całej tej szopki. Zastanawiałam się, czy faktycznie coś ze mnie wylezie, ale nic się nie stało. Tylko siku mi się zachciało i na tym koniec.

Co było dalej?

Dalej to już była walizka – wynoś się, nie będziemy mieć sodomii w domu, to porządny chrześcijański dom. Potem, jak rozpakowywałam walizkę u koleżanki, która zgodziła się mnie przenocować kilka dni, to zobaczyłam, że mi matka spakowała duży drewniany krzyż, który zawsze wisiał w kuchni. Napisała też kartkę „W tym nadzieja, to Cię osłoni. Kocham się i modlę się o Twoją duszę, mama”. Ja znalazłam się na terapii u psychologa. Miałam silną depresję, próbę samobójczą. Uwierzyłam, że może faktycznie coś ze mną nie tak, może oni mają rację.

Wieści o tym, co się z Tobą dzieje docierały do Twoich rodziców?

Docierały, ale wiesz co słyszałam? Mówili mi, że depresja, próba samobójcza i jej niepowodzenie – bo mnie kolega znalazł – to walka dobra i zła o moją duszę. Szatan się o mnie upomina ale ich modlitwy mnie chronią. Kiedy ich potrzebowałam to usłyszałam, że nie mogą się ze mną spotkać póki zło na dobre ode mnie nie odstąpi, ale o wiele cenniejsza niż ich obecność jest modlitwa, którą mnie co dzień otaczają.

Wtedy pojawiła się Doro?

Tak. To było na imprezie u znajomych. Po kilku tygodniach, które przesiedziałam w domu, w łóżku, dałam się wyciągnąć na tą imprezę. Poznałam ją i wszystko się zmieniło. Depresja zniknęła, sytuacja rodzinna przestała mieć znaczenie. Jej naprawdę na mnie zależało. Po 3 miesiącach przeprowadziłam się do niej. Od tamtej pory jesteśmy razem.

Rodzice się oczywiście dowiedzieli?

Tak. Napisałam im długi list. Napisałam tam, że jestem w cudownym związku z kobietą, że czuje się przy niej wartościowa i kochana, że to jest zbyt piękne i dobre uczucie, żeby to był grzech. Napisałam, że Doro jest wierząca, chodzi co niedzielę do kościoła. Poznałam dzięki niej księży, którzy nie są tacy, jak ten od egzorcyzmów. Sama przy niej powoli zaczynam się otwierać na Boga. U nas wygląda to całkowicie normalnie, nie tak fanatycznie jak w moim rodzinnym domu. Pamiętam, że w piątki u nas był tylko chleb i woda, jak kiedyś zjadłam cukierka, będąc małą dziewczynką i ojciec to zauważył, to zdjął mi sukienkę, przerzucił przez kolano i tłukł mnie pasem po dupie.

Co na to mama?

Mama powiedziała, że postąpił słusznie, że pozwalanie sobie na dobroci w piątek to ciężki grzech.

Spędzasz Wigilię z Doro. Jak ona wygląda?

Z Doro i z dwójką naszych znajomych. To para gejów, których rodzice również nie akceptują i nie chcą widzieć tego dnia u siebie. Robimy sobie wzajemnie prezenty. Zawsze to ma być coś śmiesznego. Losujemy karteczki i każdy ma jedną osobę. Zawsze mamy żywą choinkę, gotujemy wspólnie z Doro potrawy. Chłopaki też coś przynoszą od siebie. Doro chodzi na pasterkę, ja jeszcze nie mogę się do tego przekonać. Matka przed Wigilią przysyła mi kartkę. Pisze, że się o mnie modli.

Odpowiadasz jej?

Nie. Raz tylko zadzwoniłam i zapytałam, czy mogę przyjechać z Doro na święta, czy naprawdę nie chce dać sobie szansy na poznanie jej.

Co odpowiedziała?

Odpowiedziała, że święta to czas panowania chrześcijańskiego ducha, a nie szerzenia sodomii i jeżeli się pojawimy to zadzwoni na policję.

Nie kusiło Cię, żeby sprawdzić, czy faktycznie to zrobi?

Zrobiłaby, wiem to.