Mam heteroseksualnych znajomych i noszę spodnie.

Dziennikarze prawicowi uwielbiają bawić się w śledczych dzielnie tropiących wroga. Gen martyrologii wszak domaga się dziennikarskiego mięcha, afer, wrogów i spisków, z którymi mogliby walczyć. Jakiś czas temu pisałam o dziennikarce „Do Rzeczy”, która niczym kameleon przeniknęła do środowiska polskich feministek zapisując się na Gender Studies (czytaj tutaj). To nic, że studia te nie są tajnym Opus Dei i każda osoba jawnie może się na nie zapisać. Przecież gdyby nie otoczka tajemniczości numer by się gorzej sprzedał. Tym razem przyszła kolej na kolejną prawicową gazetę, tym razem jest nią „W Sieci”. Pan Andrzej Rafał Potocki niczym mały chłopczyk zapragnął być polskim Colombo. Śledził życie Anny Grodzkiej i postawił śmiałą tezę: W sejmie transseksualna, prywatnie mieszka z heteroseksualną kobietą…

Tą heteroseksualną kobietą jest oczywiście przyjaciółka Grodzkiej – Lalka Podobińska, która wraz ze swoim mężem mieszka w bliźniaku, zaraz obok Anny Grodzkiej. Odzywa się również brak edukacji seksualnej, czego Potocki jest doskonałym przykładem. W programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” Anna Grodzka mówi:

Wydaje mi się, że to pismo powinno zachować więcej szacunku do swoich czytelników. To, że ja jestem osobą transseksualną nie determinuje mojej orientacji seksualnej. Ja nigdzie tej orientacji nie ujawniałam, prawda? Nikt nie powinien mnie o to pytać.

Kilka dni temu Lalka Podobińska, która razem z Anną Grodzką stała się ofiarą śledztwa Potockiego, udostępniła na swoim profilu zdjęcie maila, który otrzymała od dzielnego Colombo:

Takimi pytaniami gazeta „W Sieci” pokazuje jak bardzo blisko jej do dobrze znanych nam brukowców. Pokazuje również, jak wielką krzywdę wyrządza brak edukacji seksualnej, a wreszcie komizm w czystej postaci – odkrywa coś niesamowitego. Oto osoby transseksualne zadają się z osobami heteroseksualnymi. Jest to sensacja roku. W tym momencie i ja kogoś zapewne zaskoczę, ponieważ powiem – jestem lesbijką i mam znajomych wśród osób heteroseksualnych. Dodatkowo – aby zdziwieniu nie było końca – również chodzę w spodniach, w tych dresowych także. Czy to świadczy o mojej orientacji? Czy naprawdę tak proste rzeczy muszą być tłumaczone? Widocznie muszą…

Brzydzą mnie zabiegi, którymi posługują się media prawicowe. Czytam je, bo chcę znać poglądy z obu stron i to, co mnie uderza to odwieczne stosowanie nagłówków o niewidzialnym wrogu, przesyt nienawiści i agresji. W programie „Kropka nad i” Anna Grodzka na koniec porwała odrażający artykuł pana Potockiego. Jak skomentowały to media prawicowe? Portal wPolityce nazwał to „Ustawką u Olejnik” – słowo „ustawka” kolarzy mi się z ustawianymi walkami kiboli. Bardzo często osoby, które biorą w takich walkach udział propagują również poglądy prawicowe, przychodzą z bejsbolami na Marsze Równości. Tak więc wPolityce posłużyła się dobrze znanym słowem, tyle, że jednocześnie bardzo nietrafionym.

Nie wiem czemu pisząc o tym, jak państwo Terlikowscy planują rodzinę w „Wysokich Obcasach” można było zaprosić panią Terlikowską, porozmawiać z nią normalnie i wysłuchać do czego są te wszystkie naklejki w różnych kolorach, które pokazują kiedy ma dni płodne. Całość odbyła się bez ohydnego grzebania w czyimś życiu bez pozwolenia, bez wysyłania maili z tak poniżającymi pytaniami. Widocznie po prawej stronie tego się nie da zrobić. Brakuje tylko, aby redaktorzy „wSieci” zaczęli grzebać ludziom w ich śmieciach, jak to robią dziennikarze najgorszych brukowców…