Ślę, więc nie myślę? Ocena nowej kampanii społecznej.

Fundacja „Dzieci Niczyje” rozpoczęła nową kampanię społeczną pt. „Myślę, więc nie ślę”. Projekt ma zwracać uwagę na problem sekstingu, czyli przesyłania przez młodych ludzi nagich (lub półnagich) zdjęć za pomocą telefonów komórkowych i internetu. Kampania ostrzega przed tym, że takie zdjęcia nie zawsze zostaja w posiadaniu osoby, której je przesłaliśmy. Czesto zostają rozpowszechnione w sieci i stają się elementem cyberprzemocy. 

Myślę sobie, ok. akcja jest jak najbardziej potrzebna i fajnie, że sie pojawił głos w tej sprawie. Jedno mnie jednak gryzie. Kampania brzmi „Myślę, więc nie ślę”, dodatkowo jako osobę, która „śle” pomysłodawcy wybrali dziewczynę. Dziewczyny, które wysyłają swoje nagie bądź półnagie zdjęcia są więc niemyślącymi istotami, które same są sobie winne. W spocie reklamowym nie pada ani jedno negatywne słowo odnoszace się do osoby, która wykorzystuje zaufanie i wrzuca zdjęcia do sieci, a to własnie do tych osób powinna być skierowana akcja. Po raz kolejny sprawca pozostaje nietknięty, zaś ofierze mówi się, aby była pokorna i nie drażniła. Powoływałam się niedawno na ten cytat, ale zrobię to jeszcze raz: „Nie mów swojej córce, żeby wracała do domu przed 22, naucz swojego syna, żeby nie gwałcił”.

Kampania odwołuje się swym tytułem do inteligencji kobiet – jeżeli jesteś myśląca, to nie wyślesz swoich nagich zdjęć. Jeżeli wyślesz, to najwyraźniej jestes głupią, tępą dziewczyną, a więc jesteś winna sama sobie. Już od dawna wmawia się nam, że winą gwałtu nie jest haniebne zachowanie, odczłowieczonego idioty zwanego sprawcą, ale krótka spódniczka, ładny uśmiech, szpilki, czy duży biust ofiary. Przecież winą kobiety jest, że nie siedziała w domu w sobote wieczorem, a skoro już wyszła, to nie założyła burki, nie była opryskliwa i nie zrozumiała, że nie powinna się do nikogo odzywać. Taki właśnie wniosek nasuwa mi również kampania „Myślę, więc nie ślę”.

Przypomina mi się w tym momencie pewne wydarzenie z mojego życia. Wracałam właśnie autobusem z Warszawy. Kiedy jeszcze przed wejściem pokazałam kierowcy swój bilet, okazało się, że przez pomyłkę kupiłam bilet na następny dzień. Zapytałam więc, czy istnieje możliwość, aby zmienić go po zeskanowaniu (coś w rodzaju przebukowania), lub czy będę mogła kupić bilet na miejscu. Kierowca kazał mi poczekać, aż wszyscy inni, którzy mają bilety, zajmą miejsca w autobusie.  Poczekałam więc na swoją kolej, a kiedy wszyscy już wsiedli do autobusu, kierowca powiedział „Pani wejdzie i pokaże ten bilet”. Kiedy zajęłam miejsce, kierowca zeskanował bilet, popstrykał kilka minut w skanerze i po chwili powiedział, że się udało, oraz „na drugi raz niech pani dokładnie sprawdzi datę przed zatwierdzeniem. Czasem omyłkowo przeskoczy, nawet jak się nie zauważy i rolką wybierze kolejne daty podróży”. Uśmiechnęłam się, podziękowałam i chwilę jeszcze porozmawiałam z mężczyzną. Byłam mu zwyczajnie wdzięczna, bo przecież mógł odpowiedzieć, że to nie jego sprawa, mógł kazać płacić mi za dodatkowy bilet lub w ogóle mogłam być zmuszona czekać na kolejny autobus. Kiedy tak rozmawiałam z mężczyzną odwórcił się do nas kierowca. Roześmiał się i powiedział: „Taak, bo kobieta to zawsze jak coś nabroi to zrobi te swoje słodkie oczka myszki i my mężczyźni ulegamy”… Jaki z tego wniosek? Kiedy kobieta chce być zwyczajnie miła znaczy to tylko tyle, że się wdzięczy, jest słodka idiotką, która pomyliła bilet i teraz chce grać na emocjach mężczyzny. Nie można uznać, że po prostu jest kulturalnym człowiekiem, że okazuje drugiej osobie wdzięczność za zrozumienie swojej sytuacji. Najlepiej byłoby chyba, abym rozdarła się na biletera, że to nie mój problem, że ma to jakoś załatwić. Wtedy nie byłabym myszką ze słodkimi oczkami.  Kobieta ma do wyboru, albo być zależna od mężczyzny słodką idiotką, albo niewdzięczną suką – obie opcje jak widać stawiają kobietę w negatywnym świetle… Gdby to mężczyzna był miły i podziękował za pomoc, nie byłoby w tym nic dziwnego. Byłby równym gościem…

Plakat kampanii "Myślę, więc nie ślę"

Kampania Fundacji „Dzieci Niczyje” przypomina mi tę właśnie sytuację. Jeżeli kobieta bądź dziewczyna wyśle swoje nagie zdjęcia jest postrzegana jako łatwa panna, słodka idiotka, łatwowierna pinda. Ale przecież kocha swojego partnera i ufa mu. niema nic złego w tym, że myśli, że ma do czynienia z dojrzałym emocjonalnie mężczyzną, który zostawi te zdjęcia jedynie dla siebie i doceni jej zaufanie, zatroszczy się o nie i sprawi, że kobieta będzie się czuła bezpiecznie. Kiedy kobieta nie wysłałaby takiego zdjęcia partner mógłby wywołać w niej poczucie winy „Dlaczego? Sądzisz, że ni emożna mi zaufać? Nie kochasz mnie już?” – kobieta okazałaby się zimna suką, a w najlepszym przypadku byłaby tą, która spowodowała smutek bądź kłótnię.

A co jeżeli mężczyzna jest nieznajomym? Mówi się przecież „Nie ufaj, nie bierz cukierka od nieznajomego”. Co jeżeli dziewczyna wyśle nagie/półnagie zdjęcia osobie nieznajomej? Czy wtedy można już powiedzieć, że jest bezmyślna? Jest to oczywiście sytuacja inna i w przypadku osoby nieznajomej należy się zastanowić dwukrotnie. Jednak humanitaryzm każe mi mówić, że ostatecznie i tak to osoba, ktora zostaje obdarowana naszymi zdjęciami, ponosi za nie odpowiedzialność. To na niej ciąży obowiązek nie udostępniania ich. Jest to element bycia człowiekiem – szanowanie zaufania drugiej osoby. Jak wyglądałby nasz świat bez niego? Myślę, że gdyby go zabrakło, to nie możnaby wysyłać nie tylko zdjęć…

Kobiety nie są narzędziem, dzięki któremu mężczyźni mają stawać się lepszymi ludźmi. Ich krzywda nie ma służyć męskiemu rozwojowi. To nie kobieta ponosi winę za męską znieczulicę, chamstwo, przemoc i agresję. Nie kobieta ma ją wyciszać i opakowywać się w takie schematy, słowa i myśli, żeby tylko mężczyzna nie zrobił jej krzywdy. To sam mężczyzna ponosi odpowiedzialność za swoje zachowanie i to on powinien nad nim pracować. W kampanii zabrakło plakatu, który mówiłby o tym, jakim – ujmę to wprost – gnojkiem jest ktoś, kto wypuszcza do sieci czyjeś zdjęcia.