Waginy na wolności.

Nie mogę ci tego opowiedzieć. Nie mogę opowiadać o „dolnych partiach”. Po prostu wiesz, że tam są. Jak piwnica. Słychać tam czasem dudnienie. Słyszysz rury i rzeczy, które w nich utkwiły – małe zwierzątka i rzeczy. I robi się tam morko, więc czasem ludzie muszą zatamować przeciek. Inaczej drzwi są zamknięte. Zapominasz o niej. To znaczy jest to część domu, ale nie widzisz jej i nie myślisz o niej.

Seksualność kobiety jest wielką nieobecną w polskim dyskursie publicznym. Propozycje, z jakich przyszło dziś wybierać kobietom, są niemrawą grą słowną zamieniającą seks w zapylanie kwiatków, a waginy w „żyzną ziemię gotową do wydania plonów”.  Momentem najbardziej porządanym, w którym kobiece ciało może być zauważone za ważne, jest moment „od – do”. Od zapłodnienia do urodzenia dziecka. W innych przypadkach własna seksualność nie powinna zbyt mocno zaprzątać myśli kobiety.  Mówienie o miejscu „tam na dole” jest traktowane przez opinię publiczną (zwłaszcza tę uprawiającą prawicowy populizm) jako lewicowe rospasanie, bełkot nawiedzonych feministek. Niebezpieczeństwem jest interesowanie się kobiety samą sobą. Daje jej to broń samoświadomości, której w opinii wielu nie powinna posiadać…

Słyszałam wiele historii. Tych o zawstydzinych partnerach, którzy woleli „JEJ” nie oglądać, a jedynie od razu przejść do rzeczy. Bez refleksji, bez zbędnych ceremonii – tak, jak co rano wchodzi się do spożywczaka po mleko i bułki. Historii o ginekologach, którzy aluzyjnie sugerowali, iż przydałby się zabieg upiększający. Historii o tym, że aktorki porno mają takie piękne waginy, a „z tą moją coś jest nie tak” – bo przecież zawsze jest albo za duża, albo za mała, za ciemna, za różowa, za nijaka. Edukacja seksualna oddana została w ręce producentów taniej masowej papki pornograficznej, która notabene produkowana jest przez mężczyzn, dla mężczyzn.

irysy.jpg

Wykuwa się tu smutny wniosek. Sama geneza waginy podsuwa myślenie, że coś tu jest nie tak –  wstydliwie schowana między nogami, jak gdyby unikająca kontaktu z naszym wzrokiem, sugerująca, iż nie wypada na nią patrzeć. Jej ukrycie ma być jej niewinnością, którą odrzuca tylko po to, by przyjąć męskie nasienie z dumnie wyeksponowanego penisa, z którym niejeden mężczyzna ma kontakt częściej – nawet ten powierzchowny, toaletowy- niż z własną partnerką w aktach czułości (i mowa tu nie tylko o seksie).

Pstryczka w nos daje kobietom również sama religia czyniąc z Maryi postać nieskazitelną, o której nie myśli się w kategoriach seksualności. Co prawda była ona kobietą, jednak cały brud z tym związany, o którym nie należy mówić – miesiączka, skurcze porodowe, rozwarcie szyjki macicy – wszystko to zostaje pominięte. Odebrane przez sterylne białe rękawiczki, które wyprowadzają całe to towarzystwo tylnymi drzwiami. Wreszcie punkt najważniejszy – Maryja pozostała wieczną dziewicą.  Ludzkie śmiertelniczki, zwykłe kobiety, zjadaczki chleba codziennego nie użyczą takiego luksusu. Nie będą nieskazitelne. Kontrast jaki wprowadzono między Maryję i resztę kobiet – sugeruje, że seksualność kobiety jest czymś nieczystym, od czego Matka Pana była wolna. Byłoby czymś uwłaczającym, gdyby Jezus, nawet przy narodzinach spowodowanych natchnieniem Ducha Bożego, pojawił się w bardziej ludzki sposób. Czego by wówczas zabrakło? Wielkiego WOW, które dzięki urzymaniu dziewictwa pozwala na myślenie, iż faktycznie mamy do czynienia z narodzinami kogoś ogromnie neizwykłego. Jak gdyby nasz ludzki sposób narodzin, który kosztuje każdą kobietę wiele wysiłku, nie nosił w sobie pierwiastka niezwykłości. Jest też wyrazem magicznym, że Jezus – ten, w ktorego również i ja wierzę, jeżeli ktoś zapragnie zasugerować obrazę religii z mojej strony – wychodząc na świat nie uszkodził ów błony dziewiczej, o którą toczy się całe to halo. Kto „zabrał” Maryi waginę – symbolicznie obdarł ją z kobiecości i tego wszystkiego, z czym sie ona wiąże? Może mężczyźni, którzy z apostołów na biskupów pozbawiali kobiety jej seksualności. Kobiety jak nigdy potrzebują dziś postaci takich jak Maryja (bo przecież przy całej niezgodzie na obdarcie jej wizerunku z naturalnej kobiecości nie można jednocześnie odmowić jej ogromnej siły, której nie jeden mężczyzna mógłby pozazdrościć) gdyby tylko były one jeszcze bliższe ich codzienności…

Kobiety są więc pozostawione same sobie. Oferta, z jakiej mogą wybierać daje im do dyspozycji rodziców, którzy wstydzą się rozmawiać z własnymi dziećmi o seksie, gazetki dla nastolatek, gdzie zrozpaczone 14- latki piszą o tym, że zostawi je chłopak, jeżeli nie rozpoczną z nim współżycia, rozpędzoną popkulturę, która proponuje tani seks przy basenie na MTV, księdza, który pragnie sprowadzić kwestię seksualności do poziomu inkubatora, potrzebnego jedynie do rodzenia dzieci, Maryję, która nie zmieniała podpasek, nie miała porannych mdłości i nie wyrzucała brudnych pieluch swojego dziecka, podręczniki szkolne, w których jedyną preferowaną formą okazywania czułości jest trzymanie się za ręce, koleżanki, które boją sie przyznać, że lubią tą, czy inną pozycję, polityków, którzy w imię męskiej solidarności będą kierować ich waginami za pomoca przepisów prawnych, seriali, w których inne kobiety rodzą piekne, różowiutkie bobaski i programy, w których mówi im się, jak być idealną matką, panią domu i wiecznie uśmiechniętą, pachnącą żoną. Nie mogą się skarżyć, rozpaczać, mieć problemów. Do wiadomości publicznej nie mogą przejść głosy, które będą mówić:

Mama mówi mi srogim, podniesionym, przerażającym tonem, żebym przestała drapać moją pusię. Przestraszyłam się, że ją całkowicie zdrapałam. Już jej nie dotykam, nawet w kąpieli. Boję się, że wypełni mnie woda i w końcu eksploduję. Przyklejam plastry na pusi, żeby zakryć dziurę, ale odpadają w wodzie. Wyobrażam sobie zatyczkę, korek zapobiegający wnikaniu rzeczy we mnie. Śpię w trzech parach bawełnianych majtek w serduszka. Nadal mam ochotę się czasem dotknąć, ale tego nie robię.

 

Mój pierwszy i jedyny mąż nienawidził włosów. Mówił, że są rozczochrane i brudne. Zmusił mnie do golenia waginy. Wyglądała na opuchniętą, była obnażona jak mała dziewczynka. To go podniecało. Gdy kochał się ze mną, moja wagina czuła się tak, jak musi się czuć broda. Pocieranie jej było zarazem przyjemne i bolesne. Jak rozdrapywanie ugryzienia komara. Palący ból. Miała krzyczące czerwone krostki. Odmówiłam ponownego golenia. I wtedy mąż miał romans. Gdy poszliśmy na terapię małżeńską, powiedział że pieprzył się z inną, bo nie mogłam go zaspokoić.

 

Żołnierze wsadzili mi tam długą, grubą lufę karabinu. Zimny, stalowy pręt wstrzymujący bicie serca. Nie wiedziałam czy wystrzelą, czy przeszyją nim mój mózg. Było ich sześciu. Sześciu potwornych lekarzy w czarnych maskach, wpychających we mnie również butelki i patyki i kij od szczotki.

 

Byłam tam na sali, gdy skurcze sprawiły,
że pełzała na czworaka.
Że wydobywała z siebie dziwaczne jęki.
I byłam wiele godzin później, gdy nagle krzyknęła
dziko, a rękami uderzała naelektryzowane powietrze.
Byłam tam, gdy jej wagina się zmieniła
z nieśmiałej zmysłowej dziurki
w archeologiczny tunel, święte naczynie,
wenecki kanał, studnię głębinową z uwięzionym wewnątrz malutkim dzieckiem,
czekającym na ratunek.

Te głosy jednak się pojawiły, i pojawiać będą się już zawsze. Odkąd kobiety, takie jak Eve Ensler postanowiły poświęcić na to swój czas. Odkąd pojawiły się kobiety, które zdecydowały się być głosem tych wszystkich innych kobiet, którym odmawia się prawa do własnej seksualności. Takie właśnie kobiety miałam przyjemność oglądać na scenie poznańskiego Teatru  Dnia Ósmego. Kobiety, które mówiły o waginach zapomnianych, niekochanych, niechcianych, ale też o tych, które krzyczą, wzniecają rewolucję, są uwielbiane i gloryfikowane. Jak dobrze, że są kobiety, które mówią nieśmiało o „Pusi” i głośno krzyczą o „Cipie”. To dzięki takim kobietom wagina zachowuje swą naturalną różnorodność. Nawet tę, w której cierpi i doznaje przemocy, tę o której trzeba mówić, a nie zatykać jej usta przepisami prawnymi i protestami przeciwko prawom kobiet. Te głosy nie pozwalają zamknąć waginy w ramach ukutych z gadki o pszczółkach, kwiatkach i gniazdkach.  To te kobiety, które wywołały na sali śmiech, wprawiły w nostalgię i smutek, pokazały jak wiele jest jeszcze do zrobienia…

Serce jest zdolne do poświęceń.
Podobnie jak wagina.
Serce potrafi wybaczać i naprawiać.
Może zmieniać swój kształt, by wpuścić nas do środka.
Może się rozszerzyć, by nas z niego wydalić/wypuścić.
Tak samo wagina.
Może dla nas cierpieć, otwierać się, rozciągać, umierać dla nas,
Krwawić i wykrwawiać się wydając nas na ten zadziwiający świat.
Wagina również.